Po wczorajszej sondzie programu UWAGA!, doszłam do wniosku, że przyjaźń jest krucha i ulotna. Moja przyjaźń rozleciała się jak domek z kart, nasze nocne rozmowy zamieniły się w płacz mojej córeczki. Siedzenie na ławce, pójście na spacer, było już tylko wspomnieniem. Ale czy żałuję, nie. Nie ma czego żałować. To znaczy, że nie była warta mojej uwagi. I dobrze mi z tym.
Chociaż teraz prawdziwej przyjaciółki nie mam, nadrabiam uśmiechem moich dzieci. Brakuje mi czasem takiej osoby z którą mogłabym pójść na wieczorny spacer, wypłakać się jak jest mi źle.
Przyjaźń – według Arystotelesa, jedna z cnót. Ale czy napewno - czy jest nam potrzebna, czy można bez niej żyć. Raczej można. Moje "niby" przyjaźnie z dziecięcych lat, potoczyły się swoim torem.
A ja - jestem inna ale taka sama. .......

3 komentarze:
też mi brak takiej przyjaznej duszy... niby jest mąż, dziecko, ale tak poza rodziną, najbliższymi jakaś luka...
czasem jest pustka, pustka która ciężko wypełnić :(
Oj nawet nie wiesz jak BARDZO Cię rozumiem. U mnie po urodzeniu synka w relacjach przyjacielsko-koleżenskich jeden wielki przeciąg...
Prześlij komentarz